piątek, 23 września 2011

Wielkie Stany Zjednoczone oczyma chińskiego ekonomisty Song Hongbinga!

Po ciężkim i dramatycznym tygodniu na parkietach proponuję dla uspokojenia i odprężenia fragment książki „Wojna o pieniądz 2” chińskiego ekonomisty, traktującej między innymi o „wybitnej roli i pozycji USA w światowej gospodarce”. 

Koniec dolara

W chwili obecnej Ameryka posiada gigantyczny zbiornik z 57 bilionami długu, który każdego dnia i o każdej godzinie rośnie zgodnie z prawem procentu składanego, dokładając olbrzymie ukryte obciążenie do ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych, które stanie się w pełni odczuwalne mniej więcej za dziesięć lat.
Te dwa elementy już od dawna stanowią wielką przeszkodę dla wzrostu gospodarczego. W rzeczywistości USA nigdy nie będą w stanie zwrócić tak wielkich pieniędzy, dlatego mogą jedynie coraz bardziej się pogrążać. Zaufanie wobec dolara zostało potężnie zachwiane i całkowite odrzucenie go przez mieszkańców globu to tylko kwestia czasu. Ludzie uprawiający powiązaną z nim politykę doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Ich głównym zadaniem jest teraz kontrolowane redukowanie do zera wartości amerykańskiej waluty, co pozwoli Stanom Zjednoczonym nadzwyczaj zręcznie odciąć się od kilkudziesięciobilionowego długu i ponownie wystartować. Starają się oni bardzo, by, tuż przed całkowitym upadkiem dotychczasowego pieniądza, uczynić wszystko, co możliwe i oszukańczo wykorzystać pracę obywateli innych państw, w tym także Chin.

Istnieje jednak obawa, że ani opinia publiczna w USA, ani liczne rzesze światowych inwestorów nie zaakceptują planu porzucenia dolara. Dlatego uzasadnieniem tak wielkiej reformy może stać się wyłącznie wielki kryzys.

W warunkach prawidłowo funkcjonującej gospodarki pieniądz ma prawo dewaluować się tylko nieznacznie. Obniżenie jego wartości do zera wymaga wiele czasu. Tyle tylko, że wciąż rosnące zadłużenie Stanów Zjednoczonych odbiera im szanse na jakikolwiek rozwój i skłaniać może inne kraje do rezygnacji z amerykańskiej waluty. Dlatego, o ile plan ma się powieść, dewaluacja dolara musi ulec przyspieszeniu. Jednocześnie należy uspokajać nastroje, rozwiewać wątpliwości i podejrzenia inwestorów, a nawet wspierać nadmierną emisję pieniądza realizowaną przez Rezerwę Federalną. To tłumaczy zniesienie regulacji ograniczających szalone działania spekulacyjne międzynarodowych bankierów, brak reakcji na wybuchy wywoływane przez instrumenty pochodne będące czymś w rodzaju finansowej broni masowego rażenia, wspieranie rynku subprime i uzyskiwanie przez szefów wielkich międzynarodowych korporacji gigantycznych premii. Kiedy niespotykany od blisko stu lat kryzys finansowy wybuchł nagle z wielką siłą, legalne stało się przestępstwo taśmowego drukowania pieniędzy przez Rezerwę Federalną, a zagraniczni inwestorzy okazali zrozumienie i wyrazili swe poparcie, nadal płacąc rachunki. By nie nadużywać ich zaufania i uśpić wątpliwości, w pewnym momencie dolar w dziwny i niewyjaśniony sposób zatrzymał się na drodze spadkowej i… ruszył w górę.
Wiele jest niejasnych zachowań oraz zdarzeń, lecz da się je wszystkie przejrzeć!

Grupa interesu amerykańskiego dolara, wykorzystując metodę gotowania żaby w ciepłej wodzie, paraliżuje nerwy mieszkańców globu. W przeciwieństwie do bezpośredniego pionowego wzrostu wartości RMB [renminbi, chińska waluta – przyp. red.] dewaluacja dolara odbywa się na zasadzie dużych spadków i małych podwyżek. Raz w górę, raz w dół. Najpierw rozpowszechniane są informacje o sprzyjającej i korzystnej sytuacji, stymulujące wzrost cen papierów wartościowych. Gdy następnie gwałtownie przybywa danych świadczących o tym, że warunki zmieniły się i nastąpi obniżka kursów, wielu graczy nie nadąża albo nie decyduje się na działanie, postanawiając nie podejmować pochopnych decyzji. W ten sposób pozwala się wszystkim posiadaczom dolarów oraz amerykańskich obligacji skarbowych żyć iluzjami oraz rozmyślać o przyszłych zyskach i stratach, i tracić szansę na szybkie uwolnienia się. Amerykański pieniądz wciąż mocno trzyma inwestorów w swych sidłach, i wiele wskazuje na to, że uda się kontrolowane sprowadzenie jego wartości do zera – zgodne z harmonogramem i sprzyjające interesom dolarowej grupy.

Możemy przyjąć za rzecz pewną, że ani Europa, ani USA nie pozwolą Chinom wyjść z obecnego kryzysu obronną ręką, a nawet więcej, w pełni wykorzystają nadarzającą się okazję. Amerykański dolar, niczym Titanic, przyjmie komplet pasażerów. Chińscy podróżni, nabywszy bilety po obniżonej cenie, w doskonałych nastrojach podążą tym turystycznym liniowcem do Żółtych Źródeł [kraina, w której przebywają zmarli – przyp. tłum].

Warto jeszcze wspomnieć o niezwykłych scenkach teatralnych odgrywanych przez amerykański rząd, przedstawiających ratowanie giełdy papierów wartościowych. W zasadzie trudno je odróżnić od prawdziwego życia. W ramach jednej z nich Paulson błagał w Kongresie o przegłosowanie bezprecedensowej ustawy o pakiecie pomocowym w wysokości 700 miliardów dolarów. Było to rzeczywiście poruszające. I stanowiło jasny komunikat dla całego świata: „Spójrzcie, jak ze wszystkich sił staramy się zapobiec katastrofie: trzy dni – 100 miliardów dolarów, pięć dni – bilion. Jeśli mimo wszystko nie uda się, nie możecie nas winić”.

A gdy wszystko zostanie już odpowiednio przygotowane, nagle, pewnego dnia, Wielka Brytania, Niemcy i Francja przestaną uznawać amerykańską walutę. Giełda runie i nikt ani nic już jej nie uratuje. Raptowny spadek kursu dolara nie wzbudzi niczyjego zainteresowania. W ciągu jednej nocy cały dług Stanów Zjednoczonych zniknie, a razem z nim znikną także oszczędności Chińczyków oraz chińskie rezerwy walutowe. Fundusze emerytalne Amerykanów rozpłyną się w zupie, po ubezpieczeniach zdrowotnych nie pozostanie ślad, obligacje skarbowe przemienią się w wodę, a rezerwy dolarowe w papier. Rząd będzie się uchylał od odpowiedzialności, twierdząc, że nie przeciw niemu powinno kierować się złość i gniew, on, bowiem zrobił wszystko, co możliwe i nie ma sobie w tej sprawie nic do zarzucenia. Świat zachodnich teoretyków skieruje ostrze swej krytyki przeciw „demonom suwerennych walut”, a głównym jej celem będzie „nieszczęśliwy dolar”. W końcowej fazie tego procesu światowa elita wyrazi swój smutek i najszczersze współczucie dla wszystkich ofiar dolara, włączając w to ciężko pracujący i dobry naród chiński. Ich mowa pogrzebowa zakończy się wezwaniem: „Wszyscy żyjący! Powstańmy z rumowiska autonomicznych walut i rozpocznijmy nową podróż ze wspólnym, wiarygodnym, światowym pieniądzem. Amen”.

Song Hongbing

Naturalnie nie wszystko, co wymyślił autor jest prawdziwe, jednak warto sobie uzmysłowić jak może być postrzegana rola USA, „jako światowego lidera” przez inne nacje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz